Dlaczego nekrofilia polityczna i mroczny cień Tuska przestają nas fascynować?
Szef MON wchodzi na mównicę zawsze z tą samą, zatroskaną miną, gotowy usprawiedliwić każdą porażkę procedurami, brakiem narzędzi prawnych lub zaszłościami po poprzednikach. Kiedy nad Polską latają obce rakiety i drony, a obywatele z lękiem patrzą w niebo, lider PSL potrafi jedynie bezradnie rozłożyć ręce i technokratycznym językiem tłumaczyć, dlaczego system znowu zadziałał tylko „teoretycznie”. To bolesny kontrast dla „twardego teatru” Donalda Tuska – tam, gdzie premier pręży muskuły i obiecuje bezwzględny odwet, jego minister obrony staje się symbolem systemowej bezsilności, kapitulującym przed każdym realnym kryzysem państwa. Jednocześnie patrzymy na polityków „koalicji 13 grudnia”, których cała narracja opiera się na „tropieniu wrogów”, obietnicach odwetu i niszczeniu instytucji. Z przerażeniem obserwujemy, że im bardziej są oni „mściwi”, tym mocniej rosną ich słupki poparcia. Dlaczego miliony ludzi, zamiast uciekać od „agresora”, pragną się w nim przejrzeć niczym w lustrze?
Odpowiedź na to pytanie nie leży w programach gospodarczych ani w strategiach marketingowych. Leży w mrocznych zakamarkach ludzkiej psychiki, które Erich Fromm opisał w 1973 roku w swojej monumentalnej książce „Anatomia ludzkiej destrukcyjności”. Fromm postawił niepokojącą diagnozę: w określonych warunkach w ludziach rodzi się namiętność do niszczenia. Nazwał ją „nekrofilią polityczną” – czyli miłością do tego, co martwe, przeszłe i uporządkowane odgórną siłą. „Mściwy polityk staje się dla wyborcy wielkim echem jego własnych, głęboko stłumionych frustracji”. Kiedy lider krzyczy z mównicy o zemście, wyborca nie widzi w nim zagrożenia. Widzi w nim swoje własne, zwielokrotnione „Ja”. Uwięziony w poczuciu bezsilności człowiek potrzebuje kogoś, kto uderzy w system za niego. Fromm pokazał to na przykładzie Adolfa Hitlera, którego siła wynikała z faktu, że był idealnym ucieleśnieniem gniewu Niemców po I wojnie światowej. Dyktator zaoferował im pakt: w zamian za ślepe posłuszeństwo pozwolił im uczestniczyć w legalnym spektaklu nienawiści. Lekcja płynąca z tej analizy poraża swoją uniwersalnością – mściwy przywódca nigdy nie tworzy nienawiści od zera, a jedynie buduje na niej swój polityczny kapitał. Staje się on po prostu „reżyserem narodowego teatru lęków”, w którym zmanipulowane masy z własnej woli zrzekają się podmiotowości w zamian za iluzję dziejowego odwetu.
Powrót Donalda Tuska do polskiej polityki i jego późniejsze rządy zostały w dużej mierze oparte na haśle „rozliczeń”. Język „żelaznych mioteł”, audytów, komisji śledczych i ścigania prokuratorskiego idealnie rezonuje z psychologiczną potrzebą odwetu u jego najtwardszego elektoratu. Złośliwi mówią, że Tusk stał się „biczem” w rękach swoich wyborców – realizuje sadyzm polityczny, na który oni sami, jako jednostki, nie mogą sobie pozwolić. Fromm w „Anatomii ludzkiej destrukcyjności” pisał o specyficznym uciekaniu w chłód, procedury i mechanicyzm kosztem żywego, spontanicznego humanizmu. U Fromma, osobowość o tych cechach kocha kontrolę, biurokrację i prawo używane jako narzędzie dyscyplinowania, a nie dialogu. Przyglądając się zachowaniom szefa polskiego rządu, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z podręcznikowym wdrożeniem tej teorii w życie.
Donald Tusk rzadko szuka kompromisu czy autentycznego dialogu z drugą stroną. Zamiast tego premier bezwzględnie rzuca na stół „polityczną nekrofilię”, czyniąc z niej główną oś swoich rządów. Jego polityka nie żywi się przyszłością, lecz tym, co minione – rozgrzebywaniem dawnych krzywd, „tańcem na grobach” dawnych konfliktów i mechanicznym rozliczaniem wrogów za pomocą chłodnych procedur. Głównym celem tego „niszczycielskiego walca” staje się cała polska prawica, a w szczególności Pałac Prezydencki. Tusk z pełną premedytacją uderza w prezydenta Karola Nawrockiego, traktując instytucję głowy państwa nie jako partnera do rządzenia, lecz jako „kolejny bastion wroga” do bezpardonowego zdobycia.
Polityka rządu Tuska oparta na polaryzacji, rozliczeniach i podsycaniu resentymentów – analizowana przez pryzmat wspomnianej teorii Ericha Fromma – już niesie za sobą konkretne, długofalowe skutki dla społeczeństwa polskiego i całego państwa. Jeśli Donald Tusk utrzyma swój dotychczasowy „styl rządzenia oparty na zemście”, sytuacja polityczna w Polsce może rozwinąć się w kilku kierunkach. Pozwolę sobie nakreślić 3 potencjalne scenariusze tej „politycznej rozgrywki”, która na naszych oczach zmienia Polskę w „pole bitwy”.
Przyjmijmy, że w pierwszym potencjalnym scenariuszu przyszłości Tusk nadal będzie cementował swój najtwardszy elektorat poprzez kolejne komisje, audyty i spektakularne zatrzymania. Najprawdopodobniej doprowadzi to do całkowitego zaniku zaufania społecznego i wycofania się części obywateli z życia publicznego (ucieczka od wolności przez rezygnację). Debata publiczna stanie się tak toksyczna, że zwykli obywatele, po prostu wyłączą telewizory, a państwo tracić będzie pozostałe zdolności do reformowania (systemów bezpieczeństwa, ochrony zdrowia, edukacji czy gospodarki), bo liczyć się będzie tylko codzienne „bicie przeciwnika”. Obserwowane współcześnie symptomy tego procesu wskazują na postępującą atomizację tkanki społecznej oraz systemowy paraliż decyzyjny instytucji publicznych. Idealnym dowodem na ten paraliż jest bezczelne podejście wicemarszałka Sejmu, „obywatela” Włodzimierza Czarzastego, który sejmową zamrażarkę uczynił swoim prywatnym narzędziem walki z Pałacem Prezydenckim. Być może taki ma plan?
Drugi możliwy scenariusz to pojawienie się na scenie politycznej, znacznie bardziej radykalnej siły politycznej (np. ze skrajnej prawicy lub nowy, populistyczny ruch antyestablishmentowy). Zgodnie z teorią Fromma, ciągłe karmienie społeczeństwa radykalnymi emocjami i lękiem sprawia, że z czasem potrzebuje ono coraz silniejszych bodźców. Tusk, jako polityk 70 letni może przestać wystarczać. Wiek i zmęczenie wieloletnią „wojną polsko-polską” odciskają na nim coraz wyraźniejsze piętno, a dawny blask politycznego stratega zaczyna gasnąć. Nie dowozi obietnic na czas: „na nic ściganie Ziobry i Romanowskiego”. Część wyborców, u której rozbudzono żądzę absolutnej zemsty i bezkompromisowości, uzna działania Tuska za zbyt powolne, „rozmyte” lub czysto PR-owe. Na fali tego rozczarowania może pojawić się nowa, znacznie bardziej radykalna siła polityczna. Opierając się na koncepcjach Ericha Fromma, można postawić brutalną, ale niezwykle celną tezę: elektorat wychowany na „politycznym sadyzmie” D. Tuska ostatecznie porzuci go na rzecz lidera, który zaproponuje jeszcze „mocniejsze” metody. W tym miejscu na scenę może wkroczyć zupełnie nowy, populistyczny „czarny koń”, którego dziś jeszcze nie widzimy na pierwszych stronach gazet.
„Zwrot ku nowej normalności”, to trzeci, najbardziej optymistyczny scenariusz, w którym społeczeństwo polskie rozpocznie proces autoregulacji i odrzuci „toksyczny pakt z Tuskiem”. Strategia polaryzacji i ciągłego rozliczania przeciwników przez „koalicję 13 grudnia”, zaczyna nużyć i męczyć przeciętnego obywatela. Ludzie, zmęczeni wiecznym stanem napięcia, lęku i agresji, zaczną szukać stabilizacji, spokoju oraz pragmatycznego podejścia do rządzenia. Wyborcy zrozumieją, że zastępcze poczucie potęgi, jakie dawał im Tusk, nie poprawiło ich realnej jakości życia, wręcz odwrotnie. Igrzyska na „politycznym cmentarzu” nie nakarmią rodzin ani nie skrócą kolejek do lekarzy. Kiedy opadną pierwsze emocje, a satysfakcja z kolejnych zatrzymań minie, Polacy zderzą się z bolesną codziennością: drożyzną, upadającą edukacją i paraliżem państwa. Tusk prawdopodobnie straci poparcie nie dlatego, że robił coś źle, ale dlatego, że jego „język wojny” przestał pasować do nowych potrzeb emocjonalnych społeczeństwa, które zapragnie konstruktywnego „być” zamiast niszczycielskiego „mieć rację”. Niektórzy publicyści wskazują, że w tym miejscu na scenę wkroczy Przemysław Czarnek – dziś absolutnie najsilniejszy i najbardziej konfrontacyjny gracz po prawej stronie sceny politycznej. Czarnek, namaszczony na nową nadzieję prawicy i kandydata na premiera, to „polityczny buldożer”. Nie bawi się w technokratyczne niuanse ani unijne procedury. Gdy Tusk zwalnia tempo rozliczeń, Czarnek uderza z pełną mocą, oferując konserwatywnemu elektoratowi to, czego ten pragnie: bezkompromisowy rewanż za rządy „koalicji 13 grudnia”. Oczywiście jest to gdybanie, ale całkiem realne. Gdyby ludzie na chłodno zderzyli huczne obietnice z twardymi faktami, natychmiast zobaczyliby, że Tusk to jedynie aktor na deskach wyjątkowo kiepskiego, politycznego teatru. Cały ten spektakl „żelaznych mioteł” i wielkich procesów okazuje się jedynie tanim scenariuszem napisanym pod publiczkę. Gdzie jest kwota wolna od podatku? Gdzie jest paliwo po 5,19 zł ? Gdzie są akademiki po 1 zł?
Jedno jest pewne – Donald Tusk z tygodnia na tydzień traci swoje unikalne paliwo polityczne, a „nekrofilia polityczna” w jego wykonaniu staje się nudna. Naród budzi się powoli z tego mrocznego, nienawistnego letargu. W strukturach społecznych obserwuje się powolny proces reaktualizacji podmiotowości obywatelskiej, potocznie określany jako budzenie się narodu. Ludzie zaczynają przecierać oczy i zamiast kolejnych medialnych igrzysk, głośno żądają rozliczenia rządu z jego własnych słów i afer z udziałem polityków, które coraz częściej wstrząsają tąpnięciami wizerunkowymi w samej koalicji rządzącej.
Ten powolny powrót do rzeczywistości sprawia, że mroczny czar premiera pryska, a społeczeństwo odrzuca „wieczną wojnę” na rzecz normalnego, stabilnego życia.
Konrad Wierzbicki
badacz problemów społecznych